Dwa powody do zmian – Leszek Korzeniecki

Leszek Korzeniecki – Dwa powody do zmian

Leszek Korzeniecki - Dwa powody do zmian

W trakcie całego życia jesteśmy zmuszani do zmieniania się. Nie możemy od tego uciec. Wzrost, rozwój, dojrzewanie nie są w naszym życiu tylko możliwością – jest też koniecznością. Nieustający ruch decyduje o naszym zdrowiu. Możemy zaobserwować to w różnych wymiarach rzeczywistości.

Jako człowiek mieszkający na Mazurach, a więc otoczony dużą ilością wody, widzę co dzieje się w różnych zbiornikach wodnych. Inaczej wygląda to w bagnie, inaczej w jeziorze i jeszcze inaczej w rzece. Mały, odizolowany zbiornik wodny szybko przemienia się w bagno. Podobnie jest z naszym rozwojem. Jeśli nie gimnastykujemy swego umysłu i nie uwrażliwiamy swojego serca, możemy dojść do punktu zadowolenia z siebie samych. Jednak dla innych, w sposób niezamierzony, będziemy stawać się coraz bardziej nieznośni. Każde ludzkie życie jest powiązane z życiem innych ludzi i ma na nie wpływ. Nie jesteśmy w stanie od tego uciec.

Wielokrotnie widziałem alkoholików próbujących zaprzeczyć swojej odpowiedzialności za to, co działo się w ich rodzinach. Zasłaniali się kłamstwem, mówiąc: „to w siebie wlewam, nikomu nic złego nie robię”. Niestety jednak, tego typu stwierdzenia pozostają jedynie żenującą próbą okłamania samych siebie i wszystkich dookoła. Wszyscy jesteśmy cząstką świata, który współtworzymy. Jeżeli ktoś w rodzinie podejmuje złe decyzje, będzie miało to wpływ większy lub mniejszy – w zależności od wagi tej decyzji – na wszystkich członków tej rodziny. Jest to podobne do przebicia jednego koła w samochodzie. Jeśli ktoś przebije jedno, reszta kół nie będzie mogła spełniać swojej roli, mimo, że nie są przebite. Dojrzali ludzie rozumieją tą prawdę. Tworzymy ogromną ilość powiązań w tym łańcuchu ludzkich zależności. Kłócący się rodzice wywierają wpływ na to, jak radzić sobie będą w przyszłości ich dzieci. Koncentrując się często na powierzchownej warstwie naszego życia, nie zdajemy sobie sprawy, jak głębokie skutki mogą mieć miejsce w życiu innych osób, w wyniku obserwowania naszych zachowań.

Jeden z moich kolegów, w dzieciństwie, przed swoim blokiem widywał regularnie grupę hipisów. Niedługo później odpowiadał już na pytanie kim zostanie jak będzie duży, mówiąc swoim dziecięcym głosem, że będzie „narkotnikiem”. Niestety tak się stało. Spędził osiem lat życia w uzależnieniu od heroiny. Nie sądzę, by którykolwiek z wspomnianych hipisów zdawał sobie sprawę z tego, jaki wywiera wpływ na to dziecko. Tym bardziej nie sądzę, by któryś z nich chciał osiągnąć taki efekt świadomie. Jednak podobne sytuacje wywierania wpływu na innych ludzi w sposób niezamierzony, niechciany i niekontrolowany, ciągle mają miejsce. Naznaczamy świat sobą. Jest to odpowiedzialność, od której nikt nie jest w stanie uciec. Możemy jej sobie nie uświadamiać, ale nieustannie uczestniczymy w tworzeniu świata innych ludzi.

Najlepszą rzeczą jaką człowiek może zrobić, to podjąć decyzję i konsekwentnie ją realizować, by stać się pozytywną częścią doświadczenia innych ludzi.

W naszym życiu zwykle podejmujemy decyzje o zmianie w wyniku albo tego, że pozostawanie niezmienionym wiąże się ze zbyt dużą ilością problemów, które sobie stwarzamy, albo w wyniku tego, że w jakiś sposób dojrzeliśmy do zrozumienia tego, co jest słuszne. Myśląc o sobie, ze smutkiem muszę przyznać, że niestety ale to ten pierwszy powód do zmiany jest najczęstszą przyczyną moich przemyśleń i kroków w kierunku stawania się lepszym. Jednak gdy patrzę na treść nauczania Jezusa, to widzę, że Jego oczekiwaniem było to, byśmy podejmowali słuszne decyzje dlatego, że są słuszne, a nie z tego powodu, że poczuliśmy konsekwencje naszych niewłaściwych decyzji.

Jezus powiedział nam: naśladujcie Mnie. Gdy myślę o Jego życiu to zdaję sobie sprawę, że On nie uczył się na swoich błędach. Omijał tą część naszego ludzkiego doświadczenia. Dziś jako człowiek, który z pewnością nie zalicza się już do młodzieży, jestem bardzo zdeterminowany by głównym powodem do zmian w moim życiu były słuszne decyzje, podejmowane w wyniku chęci naśladowania Chrystusa.

Do przemyślenia tej kwestii zachęcam również i Was. Może nie ma już potrzeby parzyć się i marnować czasu, by dochodzić do tego co słuszne trudniejszą drogą na około.