Artykuły Archive

0

Kolah w Słupsku – 18.01.2017

Na występ Kolaha, wyjątkowego rapera zaprasza Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie oraz Fundacja Dobrowskaz

Kolah

Kolach, czyli Mirosław Kolczyk jest artystą wyjątkowo doświadczonym przez los. Wyszedł z problemu bezdomności i uzależnień. Jako doświadczony muzyk stara się dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców, niosąc przesłanie o wolności od brudnego „złego” życia zniewolonego pornografią, alkoholem, narkotykami. Jego teksty oparte są na autentycznych doświadczeniach, mówią, że przemiana i życie w wolności jest możliwe.
Koncert rapera zaplanowano na 18 stycznia w „Klubie Kafetejka” przy ul. Kulczyńskiego 2, o godz. 12.00. Klub swoją działalność kieruje do całych rodzin, rodziców wraz dziećmi. Oprócz serwowanych w nim lodów i ciast, odbywają się w nim warsztaty rękodzielnicze i zajęcia kreatywne dla dzieci w każdym wieku.
Organizatorem wydarzenia jest Fundacja Dobrowskaz, której głównym założeniem jest docieranie z dobrocią i wsparciem do rodziców i dzieci borykających się z takimi problemami jak: alkohol, papierosy, narkotyki, przedwczesny sex.

Informacja ze strony http://www.mopr.slupsk.pl/index.php/aktualnosci1/379-kolah-w-slupsku

Więcej informacji na temat wydarzenia https://www.facebook.com/dobrowskaz/?hc_ref=NEWSFEED

 

0

Dwa powody do zmian – Leszek Korzeniecki

Leszek Korzeniecki – Dwa powody do zmian

Leszek Korzeniecki - Dwa powody do zmian

W trakcie całego życia jesteśmy zmuszani do zmieniania się. Nie możemy od tego uciec. Wzrost, rozwój, dojrzewanie nie są w naszym życiu tylko możliwością – jest też koniecznością. Nieustający ruch decyduje o naszym zdrowiu. Możemy zaobserwować to w różnych wymiarach rzeczywistości.

Jako człowiek mieszkający na Mazurach, a więc otoczony dużą ilością wody, widzę co dzieje się w różnych zbiornikach wodnych. Inaczej wygląda to w bagnie, inaczej w jeziorze i jeszcze inaczej w rzece. Mały, odizolowany zbiornik wodny szybko przemienia się w bagno. Podobnie jest z naszym rozwojem. Jeśli nie gimnastykujemy swego umysłu i nie uwrażliwiamy swojego serca, możemy dojść do punktu zadowolenia z siebie samych. Jednak dla innych, w sposób niezamierzony, będziemy stawać się coraz bardziej nieznośni. Każde ludzkie życie jest powiązane z życiem innych ludzi i ma na nie wpływ. Nie jesteśmy w stanie od tego uciec.

Wielokrotnie widziałem alkoholików próbujących zaprzeczyć swojej odpowiedzialności za to, co działo się w ich rodzinach. Zasłaniali się kłamstwem, mówiąc: „to w siebie wlewam, nikomu nic złego nie robię”. Niestety jednak, tego typu stwierdzenia pozostają jedynie żenującą próbą okłamania samych siebie i wszystkich dookoła. Wszyscy jesteśmy cząstką świata, który współtworzymy. Jeżeli ktoś w rodzinie podejmuje złe decyzje, będzie miało to wpływ większy lub mniejszy – w zależności od wagi tej decyzji – na wszystkich członków tej rodziny. Jest to podobne do przebicia jednego koła w samochodzie. Jeśli ktoś przebije jedno, reszta kół nie będzie mogła spełniać swojej roli, mimo, że nie są przebite. Dojrzali ludzie rozumieją tą prawdę. Tworzymy ogromną ilość powiązań w tym łańcuchu ludzkich zależności. Kłócący się rodzice wywierają wpływ na to, jak radzić sobie będą w przyszłości ich dzieci. Koncentrując się często na powierzchownej warstwie naszego życia, nie zdajemy sobie sprawy, jak głębokie skutki mogą mieć miejsce w życiu innych osób, w wyniku obserwowania naszych zachowań.

Jeden z moich kolegów, w dzieciństwie, przed swoim blokiem widywał regularnie grupę hipisów. Niedługo później odpowiadał już na pytanie kim zostanie jak będzie duży, mówiąc swoim dziecięcym głosem, że będzie „narkotnikiem”. Niestety tak się stało. Spędził osiem lat życia w uzależnieniu od heroiny. Nie sądzę, by którykolwiek z wspomnianych hipisów zdawał sobie sprawę z tego, jaki wywiera wpływ na to dziecko. Tym bardziej nie sądzę, by któryś z nich chciał osiągnąć taki efekt świadomie. Jednak podobne sytuacje wywierania wpływu na innych ludzi w sposób niezamierzony, niechciany i niekontrolowany, ciągle mają miejsce. Naznaczamy świat sobą. Jest to odpowiedzialność, od której nikt nie jest w stanie uciec. Możemy jej sobie nie uświadamiać, ale nieustannie uczestniczymy w tworzeniu świata innych ludzi.

Najlepszą rzeczą jaką człowiek może zrobić, to podjąć decyzję i konsekwentnie ją realizować, by stać się pozytywną częścią doświadczenia innych ludzi.

W naszym życiu zwykle podejmujemy decyzje o zmianie w wyniku albo tego, że pozostawanie niezmienionym wiąże się ze zbyt dużą ilością problemów, które sobie stwarzamy, albo w wyniku tego, że w jakiś sposób dojrzeliśmy do zrozumienia tego, co jest słuszne. Myśląc o sobie, ze smutkiem muszę przyznać, że niestety ale to ten pierwszy powód do zmiany jest najczęstszą przyczyną moich przemyśleń i kroków w kierunku stawania się lepszym. Jednak gdy patrzę na treść nauczania Jezusa, to widzę, że Jego oczekiwaniem było to, byśmy podejmowali słuszne decyzje dlatego, że są słuszne, a nie z tego powodu, że poczuliśmy konsekwencje naszych niewłaściwych decyzji.

Jezus powiedział nam: naśladujcie Mnie. Gdy myślę o Jego życiu to zdaję sobie sprawę, że On nie uczył się na swoich błędach. Omijał tą część naszego ludzkiego doświadczenia. Dziś jako człowiek, który z pewnością nie zalicza się już do młodzieży, jestem bardzo zdeterminowany by głównym powodem do zmian w moim życiu były słuszne decyzje, podejmowane w wyniku chęci naśladowania Chrystusa.

Do przemyślenia tej kwestii zachęcam również i Was. Może nie ma już potrzeby parzyć się i marnować czasu, by dochodzić do tego co słuszne trudniejszą drogą na około.

0

Czyń to, co Jezus – John i Sonja Decker

Czyn_to

Czyń to, co Jezus

John i Sonja Decker

 

Dla większości chrześcijan rozpoczęcie rozmowy o Jezusie z człowiekiem niewierzącym jest przerażającym doświadczeniem. Myśl o świadczeniu o Bogu przyjaciołom, współpracownikom lub bliskim, wzbudza w nich obawę przed odrzuceniem, nieprzyjemną kłótnią czy zostaniem uznanym za religijnego fanatyka. Mówią: „Komu to potrzebne? Lepiej o tym zapomnieć. Niech pastor się tym zajmuje. Przecież za to mu płacimy”.

Pamiętamy pierwszych ludzi, których przyprowadziliśmy do Chrystusa. Przeżywaliśmy wszystkie te emocje, które zazwyczaj towarzyszą świadczeniu: strach przed porażką, zagubienie w Piśmie Świętym i frustrację, że nie przygotowaliśmy się lepiej. Niezwykłe było to, jak szybko Duch Święty przejmował pałeczkę w każdej sytuacji. Już sama wzmianka o osobistej relacji z kochającym Bogiem sprawiała, że zaczynał manifestować się wśród nas. I dalsza rozmowa toczyła się w nadnaturalny sposób. A potem radość i ekscytacja zalewały nasze serca. Mogliśmy tylko powiedzieć: „Boże, jesteś cudowny!”

Te chwile sprawiły, że coraz bardziej pragnęliśmy czynić to, co Jezus. Im więcej mówiliśmy o Panu i proponowaliśmy ludziom, że będziemy się o nich modlić, tym bardziej Pan manifestował swoją obecność. Zaczęliśmy modlić się o chorych i Bóg ich uzdrawiał! Nasze pierwsze próby były żałosne – niemal upokarzające. Ale przekonaliśmy się, że Bóg może używać amatorów. On potrafi posłużyć się niedoświadczonymi, chętnymi do nauki uczniami, którzy modlą się o ludzi oczekując Jego działania.

Znaczne grono czytelników tej książki nigdy nie próbowało takich rzeczy. Wielu ludzi, którzy wyznają Chrystusa swoim Zbawicielem chciałoby to robić, ale brakuje im pewności siebie. To z tego powodu napisaliśmy tę książkę. Modlimy się, by chrześcijanie, którzy ją przeczytają byli gotowi uczyć się czynić to, co Jezus – o czym traktują następne rozdziały. Przy odrobinie praktyki połączonej z szeregiem pozytywnych doświadczeń, współcześni chrześcijanie mogą stać się efektywnymi świadkami Chrystusa, a wtedy będą mogli z powodzeniem wypełnić swoją część w realizacji Wielkiego Nakazu Misyjnego. Jesteśmy przekonani, że ostatnie polecenia dane nam przez Jezusa Chrystusa, i przytoczone poniżej, odnoszą się do każdego, kto uważa się za Jego naśladowcę.

Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata. – Ewangelia Mateusza 28,19-20

Tak robili apostołowie. Wielu chrześcijan uważa, że te słowa odnosiły się tylko do pierwszych wierzących. Spójrz na słowo „je” w tekście Wielkiego Nakazu Misyjnego. Wierzymy, że ono odnosi się do nas. To my jesteśmy „uczniami [spośród] wszystkich narodów”. Należymy do „tych”, którzy stali się uczniami Jezusa. Pan posłał pierwsze pokolenie uczniów, aby czynili innych uczniami, a oni byli posłuszni Jego nakazowi. Ten proces trwa nadal, nieprzerwanie od pierwszego wieku.

Więcej ludzi stało się uczniami Jezusa Chrystusa w ciągu ostatnich stu lat niż przez poprzednie dziewiętnaście wieków. Przygotowując się od ostatniego żniwa musimy sięgnąć po strategie, które pozwolą zaangażować wszystkich wierzących w dzieło przygotowania do Drugiego Przyjścia Jezusa Chrystusa.

To wciąż się dzieje

W wielu kościołach chrześcijańskich na całym świecie mają miejsce łatwe do potwierdzenia przypadki uzdrowień i cudów. To dobrze udokumentowany fakt. Pytanie, na które musimy sobie odpowiedzieć, brzmi: Czy Jezus rzeczywiście chciał, abyśmy czynili to samo i osiągali takie same rezultaty? W Piśmie Świętym są fragmenty, które potwierdzają to kontrowersyjne stwierdzenie. Na przykład, Ewangelia Mateusza 10,1.7-8; Ewangelia Łukasza 9,1-2.6, a szczególnie Ewangelia Jana 14,11-14.

Wierzcie mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie; a jeśliby tak nie było, to dla samych uczynków wierzcie. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe nad te czynić będzie; bo Ja idę do Ojca. I o cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu. Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim, spełnię to. – Ewangelia Jana 14,11-14, [podkreślenie dodane]

Czy Jezus naprawdę miał to na myśli? Czy dał tę władzę jedynie Dwunastu? Czy ta obietnica przestała być aktualna? Niektórzy profesorowie, nauczyciele i pastorzy twierdzą, że ten tekst odnosi się do pierwszych apostołów. Jakże Jezus mógłby złożyć taką obietnicę, gdyby nie zamierzył jej dla wszystkich swoich uczniów? Czy jesteśmy wyłączeni z tego nakazu? Czy On naprawdę oczekiwał, że będziemy czynić to, co On? Jeśli tak, to jak możemy skorzystać z tej obietnicy? Czego musimy się dowiedzieć?

Idź tam, gdzie to się dzieje

Udział w autentycznych demonstracjach mocy Ducha Świętego jest najlepszym lekarstwem na niewiarę. Powód, dla którego cuda występują częściej w krajach trzeciego świata jest bardzo prosty: chrześcijanie są tam bardziej wrażliwi na sferę nadnaturalną. Prowadzą mniej wyszukane życie i z powodu braku opieki zdrowotnej, dla wielu z nich wiara w uzdrowienie jest jedyną nadzieją. Dla nich tekst Ewangelii Jana 14,11-14 jest bardzo realny i ma to bezpośrednie przełożenie na ich życie. Kiedy słyszą pełną ewangelię, zwiastowaną w ich miastach i wioskach, oczekują, że będą jej towarzyszyć cuda. W odróżnieniu od ludzi Zachodu, większość z nich wierzy w to, co mówi Biblia – w każde jej słowo.

Nasz przyjaciel pojechał do Tajlandii

Chrześcijanie rozpaczliwie potrzebują uczniostwa i mentorstwa w tego rodzaju służbie. W naszych Ośrodkach Przygotowania do Służby (Ministry Training Centers, MTC) uczymy szeregu umiejętności niezbędnych w służbie chrześcijańskiej. Dzięki starannej edukacji i częstemu praktykowaniu tych umiejętności, nasi studenci są gotowi do posługi w każdym miejscu, w jakim się znajdą. Umiejętności te zostały przedstawione szczegółowo w dalszej części książki.

Jeden z naszych studentów, Dr Carl Berner, powiedział nam: „Wierzę we wszystkie relacje o cudownych, natychmiastowych uzdrowieniach i uwolnieniu od demonów, bo nie tylko słyszę o tym od was, ale widzę również, jak Jezus czyni to w Biblii. Jednak sam nigdy nie byłem świadkiem takich rzeczy, dlatego razem z żoną [pielęgniarką] chcielibyśmy pojechać z wami do Tajlandii”. Tak też zrobili – razem z innymi absolwentami, którzy ukończyli kurs w tym samym czasie. I nie tylko zobaczyli cudowne uzdrowienia, ale byli świadkami tego, jak działy się one przez ich ręce.

Manifestacja demoniczna

Dr Berner chciał zobaczyć autentyczne uwolnienie i jego pragnienie spełniło się podczas nabożeństwa uzdrowieńczego w Chiang Mai. W czasie posługi Dr Berner podszedł do Johna i przekonał go, aby poszedł z nim i sprawdził, co dzieje się z pewną kobietą na drugim końcu sali. Gdy dotarli na miejsce, kobieta leżała na ziemi pod wpływem demonicznej mocy. Oczywiście, John wiedział o tym jedynie dzięki objawieniu Ducha Świętego przez dar rozsądzania duchów. Dr Berner powiedział, że opiekunowie kobiety przyprowadzili ją z prośbą o modlitwę o chore serce. Kiedy zespół zaczął modlić się o nią, padła nieprzytomna na ziemię. Jej towarzysze byli przekonani, że ma zawał. Dr Berner natychmiast sprawdził jej puls – był równy i silny. Wiedza, którą zdobył w czasie kursu podpowiadała mu, że może to być duch demoniczny i dlatego poprosił Johna, aby ocenił sytuację.

Wspomnienie o tym wciąż jeszcze wywołuje na naszych twarzach uśmiech. Dr Berner, mierzący blisko 190 cm, stał za Johnem i pochylał się, żeby nie stracić ani sekundy posługi. John powiedział później, że czuł na policzku dotyk wąsów Carla!

Miała groteskowy wyraz twarzy

To uwolnienie było podobne do wielu innych, które oglądaliśmy. John poprosił opiekunów kobiety, aby postawili ją na nogi. Jej oczy były wywrócone i nie mogła skupić wzroku. Miała groteskowy wyraz twarzy i wydawała z siebie gardłowe jęki. John podążył za przykładem Jezusa opisanym w Ewangeliach i zwrócił się do ducha demonicznego: „Duchu niemocy, w imieniu Jezusa rozkazuję ci wyjść z tej kobiety!” Po kilku minutach duch został wypędzony, a kobieta dosłownie wróciła do siebie i na jej twarzy pojawił się piękny uśmiech. Została uwolniona i uzdrowiona. To było wspaniałe. Dr Berner mógł z bliska i osobiście oglądać duchowe uwolnienie. Słuchaliśmy z radością jak ten wspaniały człowiek i utalentowany chirurg opowiada o nadnaturalnych wydarzeniach, których był świadkiem.

Musimy tego doświadczyć

Sam Jezus dał nam władzę, byśmy robili dla innych takie rzeczy. Złożył tę obietnicę każdemu, „kto wierzy w Niego” (J 14,12). To dotyczy wszystkich chrześcijan. We wszechświecie nie ma większego imienia ani władzy niż imię Pana Jezusa Chrystusa. On powiedział, że o cokolwiek poprosimy w Jego imieniu, stanie się. Zapewnił, że potwierdzi mocą danej Mu władzy rzeczy, które będziemy robić dla innych w Jego imieniu. Intencją tej książki jest przekonać chrześcijan, by uwierzyli, że mogą robić to, co Jezus powiedział. Chcemy również, aby wierzący doświadczyli przemieniającej życie obecności Boga, działającego przez nich, gdy czynią to, co Jezus.

 

czyn_to_co_Jezuslink do sklepu

0

Możesz cieszyć się życiem każdego dnia – Joyce Meyer

Joyce Meyer – Możesz cieszyć się życiem – każdego dnia!

Joyce Meyer - Możesz cieszyć się życiem – każdego dnia!

Czy cieszy cię wędrówka na ziemskim szlaku?

Prawdą jest, że Bóg pragnie, abyś każdego dnia był pełen radości. Wiedziałeś o tym? Jeśli nie, albo jeśli nie byłeś pewien, czy Bóg jest zadowolony z ludzi, którzy potrafią cieszyć się życiem, spójrz, co napisano w Ewangelii Jana 10:10 (BT): „Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby /owce/ miały życie i miały je w obfitości”. Przekład The Amplified Bible, poszerzony o dodatkowe znaczenie oryginalnych słów, dodaje: „Przyszedłem, aby /owce/ miały życie i aby się nim cieszyły, aby miały je w obfitości (aż do pełna, aż będzie się przelewać)”.

Ten fragment jest naprawdę niezwykły, gdyż wyraźnie mówi nam, że Bóg nie chce, byśmy tylko egzystowali, ale pragnie też, abyśmy cieszyli się faktem, że żyjemy. Chce, abyśmy czerpali w życiu tyle radości, aż nas przepełni i zacznie się z nas wylewać!

Naucz się żyć pełnią życia

Jestem osobą, która głosi Słowo Boga, i moją pasją jest pomaganie ludziom w zrozumieniu, jak należy korzystać z życia, które poprzez Swoją śmierć zapewnił nam Jezus. Właśnie dlatego zatytułowaliśmy nasz główny program „Codzienną radością życia”. Doświadczenie mnie nauczyło, że jeśli nie nosisz w sobie radości, wówczas bez względu na to, co masz i co robisz, i w jak wspaniałych okolicznościach się znajdujesz… tak naprawdę nie masz wiele.

Jak zatem uzyskać Bożą radość? W Ewangelii Jana 15 Jezus powiedział, że jeśli będziemy w Nim trwać, to nasze życie wypełni się Bożą wolą i wszystko, co należy do Jezusa, będzie nasze. Słowo „trwać” oznacza, że uczynisz Jezusa najważniejszą osobą w życiu; że będziesz w nim żyć i przebywać z Nim, a każdy twój krok i wybór będzie poświęcony Jemu. Właśnie wtedy wydajemy owoce Ducha. I wówczas uwalnia się w nas prawdziwie Boża radość.

Łatwo jest dostrzec, że skupienie się na Jezusie przynosi wiele korzyści. Z jednej strony, przestajemy doświadczać niepokoju na myśl o problemach świata i zaznajemy Bożego pokoju i radosnej nadziei. Inną zaletą trwania w Jezusie jest to, że dzięki temu nie chodzimy zestresowani, raczej wegetując niż funkcjonując, budząc się z myślą, żeby tylko przetrwać kolejny dzień.

Nie czekaj na „Kiedy…”

Wielu ludzi sądzi, że doświadczą prawdziwego szczęścia i będą w końcu mogli cieszyć się życiem, kiedy… kiedy pojadą na urlop, kiedy dorosną ich dzieci, kiedy dostaną awans w pracy, kiedy się ożenią… lista mogłaby ciągnąć się w nieskończoność. Wiem coś o tym, kiedyś sądziłam, że wręcz kocham służyć Bogu, lecz tak naprawdę nie cieszyłam się na myśl o codziennych obowiązkach i działaniach, które się z tym wiązały. Musiałam nauczyć się żyć chwilą i czerpać radość z tego, co Bóg czynił we mnie i przeze mnie w danej chwili, a nie dopiero po zakończeniu konferencji, czy kiedy mogłam w końcu udać się na wakacje.

Naprawdę chcę, żebyś to zrozumiał: Bóg chce, żebyś już teraz cieszył się swoim życiem, a nie kiedy…

Jestem bardzo wdzięczna, że mamy Ducha Świętego, który żyje w każdym wierzącym w Jezusa Chrystusa. On jest naszym Pomocnikiem, który daje nam nadprzyrodzoną moc i namaszczenie, abyśmy w każdym zwyczajnym dniu mogli doświadczać nadnaturalnej radości Pana. Księga Nehemiasza 8:10 mówi, że radość Pana jest naszą ostoją, a codziennie potrzebujemy oparcia w Nim i Jego siły.

Ważne, abyś zrozumiał czym jest radość. Tu nie chodzi o zapewnienie sobie całodniowej rozrywki, spełnianie bez przerwy swoich zachcianek, czy nieustający śmiech. Radość może wyrażać się skrajnym zachwytem, jak i spokojem – i całą gamą emocji pomiędzy! Z natury jestem raczej poważna, więc kiedy doświadczam radości, zwykle określam ten stan „spokojnym zachwytem” – ale czasem musimy również serdecznie się pośmiać.

Wesołe serce jest najlepszym lekarstwem

W Księdze Przysłów 17:22 (BW) Biblia mówi, że „Wesołe serce jest najlepszym lekarstwem”. Co ciekawe, przeprowadzono badania, które wykazały, że śmiech przynosi kilka wspaniałych korzyści:

  • • Powoduje wydzielanie endorfin – substancji chemicznych w organizmie, które łagodzą ból i poprawiają samopoczucie
  • • Zwiększa ilość energii, zmniejsza napięcie i zmienia nastawienie do życia
  • • Wybuch serdecznego śmiechu sprawia, że wdychasz więcej tlenu; pobudza serce i krążenie krwi – jest jak wewnętrzne ćwiczenia aerobowe!

Nic dziwnego, że diabeł chce nas okradać z radości i wpędzać w stan zniechęcenia, depresji i ucisku. Pamiętaj, że „złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć”. Jednak nie musimy mu ulegać i tracić dobrego samopoczucia.

Rozchmurz się!

Podejmij dziś decyzję, że będziesz cieszył się życiem. Jeśli do wszystkiego podchodzisz zbyt poważnie, rozchmurz się! Naucz się śmiać z siebie i wszystkich rzeczy, które zwykle wywołują w tobie frustrację. Pamiętaj, że Bóg zawsze cię kocha. Wie o tobie wszystko i kocha cię „pomimo”. Wszyscy jesteśmy niedoskonali i musimy w życiu dokonać pewnych zmian, ale wiedz, że ulegniesz prawdziwej przemianie tylko, jeśli będziesz trwać w Chrystusie, doświadczając Bożej radości.

Dziś, gdy wkraczasz w nowy dzień, wyznacz sobie cel: będziesz radować się w Panu! Kiedy Boża radość doda ci sił, będziesz w stanie rozwiązać wszelkie problemy, którym musisz stawić czoła, a każda codzienna, zwyczajna czynność da ci satysfakcję.

Ten artykuł pochodzi z serii wkładów Joyce, wydanych na płytach CD: Codzienna Radość Życia (Enjoying Everyday Life).
Zamieszczone za zgodą Joyce Meyer Ministries.

0

Wszystko po kolei – James B.Richards

James B. Richards - Wszystko po kolei

Izajasz powiedział: Dlaczego pracujesz na coś, co cię nie satysfakcjonuje? Dlaczego jesz to, co cię nie syci? Dlaczego pijesz to, co pozostawia cię z uczuciem pragnienia? Mowiąc dzisiejszym żargonem – najważniejsze to dowiedzieć się, co jest najważniejsze!

Moje serce łamie się, ilekroć widzę dobrych, szczerych ludzi, którzy wkładają ogromny wysiłek i ciągle nie oglądają zwycięstw, których pragną. Myślę, że ogromnie dezorientują nas przypadki osób, o których wiemy, że stosują się do zasad biblijnych, lecz wciąż nie osiągają pożądanych rezultatów.

To właśnie ta tragedia sprawia, że wiele osób traci serce dla Boga. Księga Przysłów 13:12 w tłumaczeniu the Message Bible mówi: Nieubłagane rozczarowanie powoduje sercu ból. Biblia Króla Jakuba natomiast stwierdza: Odłożona nadzieja sprawia ból sercu.

Bardzo wielu bogobojnych ludzi wciąż żyje w przygnębieniu. Wkładają wielki wysiłek, stosują się do zasad biblijnych, ale mimo to nie widzą upragnionych efektów. Zbyt często zakładamy wówczas, że problemem jest brak wiary lub że z nami jest coś nie tak. To zaś może prowadzić do introspekcji, legalizmu oraz daremnej pogoni za perfekcjonizmem.  Możemy pisać książki, opracowywać skomplikowane wzory i tworzyć niekończące się listy zasad – a wszystko to na próżno, próbując znaleźć sekretny wzór, który sprawi, że całość zacznie działać jak należy.

Dzięki Bogu rozwiązanie dylematu nie jest tak trudne, jakim czynią go zrozpaczone religijne umysły: należy zacząć od tego, co najważniejsze! Wiele razy wołałem do Boga: „Gdybym tylko mógł to sprowadzić do jednego kluczowego punktu, wszystko stałoby się proste!” Cóż, zauważyłem, że tak naprawdę Bóg sprowadza Ewangelię go jednego, kluczowego punktu. Paweł był nauczycielem i mentorem Tymoteusza. Kiedy napisał do niego list, zapewniając mu kluczowe wskazówki dotyczące roli pastora, zaczął od przypomnienia Tymoteuszowi, że jego nauczanie i głoszenie powinno opierać się na zasadniczej prawdzie. Powiedział: A celem tego, co przykazałem, jest miłość płynąca z czystego serca i z dobrego sumienia, i z wiary nieobłudnej (1 Tymoteusza 1:5).

Prawdę można głosić nawet jeśli przyświeca jej zły cel, i choć to ciągle prawda, to już nie jest „prawdziwa”. Każdy kaznodzieja ma jakiś cel w głoszeniu. Z przykrością wspominam czasy moich kazań, które miały na celu korygowanie ludzi. Pomimo szczerości moich intencji i licznych wersetów, które cytowałem, taki rodzaj nauczania nie wypełnia ani Bożych celów, ani moich. Bóg widzi jeden cel w głoszeniu i Paweł go rozpoznał. Wspaniale opisuje go Biblia The Message: Całym sensem tego, do czego dążymy, jest po prostu miłość – miłość nieskażona własnym interesem czy fałszywą wiarą, życie otwarte na Boga. Ci, którzy się tego nie trzymają, szybko wpadają w ślepe zaułki plotek. Sami stawiają siebie za ekspertów w sprawach religii, ale nie mają najmniejszego pojęcia, co tak naprawdę twierdzą.

Jeżeli wszystko, co powiedział Bóg, ma jakiś cel, to oczywiste jest, że podczas czytania Pisma nasze dążenia powinny być zgodne z celem, dla którego napisano Biblię. Jeżeli Bóg zaplanował, że każde Jego słowo przeniesie mnie do miejsca miłości, czystości serca, sumienia i szczerej wiary, to właśnie tego powinienem szukać. Oznacza to, że gdy czytam Biblię lub jestem w kościele, powinienem słuchać treści, które rozbudzą we mnie miłość do Boga. Moje uszy powinny być nastrojone na to, co jeszcze bardziej mnie przekona o Jego ogromnej miłości do mnie. Ponieważ czytamy Słowo z odmiennym nastawieniem, prawda często pokazuje nam zły kierunek. W naszych cielesnych umysłach wynieśliśmy własne preferencje ponad Boży zamysł. Powiedzieliśmy sobie, że wiara jest ważniejsza od miłości. Ale Biblia mówi: Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość (1 Koryntian 13:13). Zapomnieliśmy, że wiara jest czynna w miłości. Przestaliśmy patrzeć na prawdę, która mówi, że nic w Królestwie Bożym nie działa jak powinno, jeżeli nie jest motywowane sercem pełnym miłości. Zapomnieliśmy o pouczeniu mówiącym: Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie! Pamiętaj o Nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki! Księga Przysłów 3:5-6.

Apostoł Jan ograniczył cały Nowy Testament do dwóch przykazań: wierz w Pana Jezusa i chodź w miłości. Mówił, że miłość wypełnia wszystkie przykazania. Kiedy zobowiązujemy się do życia w miłości, pomijamy wszystkie drobne sprawy, które chcą nas rozproszyć i kierujemy się do sedna problemu.

Niestety, gdy przyjmowaliśmy zbawienie nikt nie powiedział nam, co jest naprawdę ważne. Zostaliśmy zostawieni sami sobie, bez poczucia kierunku. Mieliśmy czytać Biblię i robić to, co jest w niej napisane. Nikt nie powiedział nam: „Teraz jesteś całkowicie usprawiedliwiony i nigdy nie będziesz bardziej sprawiedliwy. Wszystko, co musisz zrobić, to poddać się pod tę sprawiedliwość, a twoje życie będzie proste”. Wtedy powinniśmy usłyszeć jak bardzo Bóg nas kocha i że cała prawda Boża działa w miłości. Za cel powinniśmy wziąć odkrycie Bożej miłości i poświęcenie naszego życia, by kochać innych. Wyobraź sobie, jak dzisiaj wyglądałoby twoje życie, gdyby poznawanie, doświadczanie i okazywanie Bożej miłości było najważniejszym jego celem. Każdego dnia zapuszczam korzenie jeszcze głębiej w glebę Bożej miłości, a moja wiara staje się jeszcze bardziej niewzruszona. Mój pokój staje się bardziej obfity. Z mojego zycia odchodzi chaos. Rzeczy pochodzące od Boga wydają się układać bez większego wysiłku z mojej strony. Życie przypomina wylegiwanie się na łodzi w ciepły dzień z lekką bryzą, podczas gdy delikatny prąd niesie mnie w stronę celu.

Oto życie w najlepszym wydaniu! I jest ono w twoich rękach!